Category Blog

Czy Janusz Palikot powinien zasiadać w komitecie upamiętniającym śp. Lecha Kaczyńskiego?

Pamiętacie taki film na You Tube, w którym Jarosław Kaczyński wita się z politykami, ale nie podaje ręki Januszowi Palikotowi. Powód – Palikot ostro atakował śp. Lecha Kaczyńskiego, kiedy ten był Prezydentem RP. Dla Jarosława Kaczyńskiego Palikot był niewątpliwie symbolem bezpardonowych ataków na wartości, które uznawał za podstawowe dla siebie, stąd decyzja o niepodawaniu ręki.

K. Pawłowicz i S. Piotrowicz dla wielu Polaków są symbolem bezpardonowego ataku na wartości dla Nich podstawowe, takie jak praworządność. Nie byłem nigdy w sytuacji, w której musiałbym podawać im rękę, dlatego nigdy nie miałem okazji odmówić tego podania. Ale tak bym zrobił, bo tak powinien zrobić każdy, dla kogo praworządność jest wartością ważną. Ja w każdym razie tak robię, kiedy w poczekalni telewizyjnej spotykam wiceministrów sprawiedliwości, np. Sebastiana Kaletę.
 
Dlaczego o tym mówię? Bo najwyraźniej członkowie i zwolennicy PiS stracili całkowicie empatię i zrozumienie dla tego, że istnieje bardzo duża grupa Polaków, którzy na nich nie głosowali. I że ta grupa będzie tu mieszkać i żyć, i nie da się jej pozbyć. Tymczasem PiS poprzez nominację Pawłowicz i Piotrowicza wykonuje ruch, który jest obrazą tej grupy, jest prowokacją i grą na podzielenie Polaków. Jest sadystyczną próbą wzbudzenia najgorszych emocji, bo ludzi będących symbolem niszczenia wartości dla nich ważnych powołuje się do instytucji, która odpowiada za strzeżenie tych wartości.
 
Chciałbym wzbudzić resztki tej empatii przykładem, który odwołuje się do początku tej krótkiej historii. Członkowie i zwolennicy PiS! Jak byście się czuli, gdyby opozycja powołała J. Palikota na szefa komitetu mającego upamiętnić Prezydenta Kaczyńskiego? Gdyby w instytucji mającej się troszczyć o wartości dla Was ważne miał zasiadać człowiek, którego uważacie za uosobienie zamachu na te wartości? Uznalibyście takie powołanie za zasadne? Normalne? Jeśli tak, to oznacza, że jest z Wami coś nie tak. Bardzo poważnie nie tak.

Te kandydatury powinny zostać natychmiast wycofane. Jest wielu porządnych, konserwatywnych prawników, których PiS może powołać do TK. Powołanie K. Pawłowicz i S. Piotrowicza jest aktem agresji wobec przeciwników politycznych, jest polityczną prowokacją i działaniem obliczonym na polaryzację i tak już podzielonego polskiego społeczeństwa. Wycofajcie się z tej decyzji póki jest jeszcze czas.

Na śmierć Pawła Adamowicza

Prezydenta Adamowicza spotkałem osobiście raz w życiu. Rozmawialiśmy w Europejskim Centrum Solidarności dwa lata temu. To zbyt mało, by mieć tytuł do wspominania Go, ale wystarczająco dużo, aby Jego śmierć nie była czymś dalekim i abstrakcyjnym. Prawdą jest, że spotkany choć raz człowiek pozostawia w naszym życiu cząstkę siebie – i gdy umiera, umiera wraz z nim ta cząstka, uwypukla się ta chwila jedynego spotkania. Taka śmierć nie jest już obcą śmiercią.

 
Nie ma co dużo pisać. Rozpada nam się państwo i rozpada nam się społeczeństwo. Obraz tego państwa i społeczeństwa każdy może sobie pooglądać w filmikach pani Pieli, które z lubością nadaje państwowa telewizja: ludzie z powykrzywianymi twarzami, wylewająca się z ekranu brzydota, prostactwo, oszustwo, zachłanność. Oto Polska właśnie według miłościwie nam panujących. A ja nie chcę takiej Polski.
 
Chcę na prezydenta Rzeczypospolitej człowieka, który potrafi się uśmiechać szczerze, jak Paweł Adamowicz. Chcę na premiera  mojego kraju człowieka, który wznosi się na szczyty człowieczeństwa i w odruchu najgłębszego ludzkiego współczucia odwiedza matkę zabójcy. Chcę Polski, która choć raz w roku bije jednym, świątecznym sercem, która jest cała jak Gdańsk – odważna jak Westerplatte, solidarna jak Stocznia, potężna jak dźwięk niesiony przez  organy w Oliwie i otwarta na świat jak Zatoka Pucka.
 
I nie chcę obojętności. Nie chcę, żebyście mówili poważnym głosem „Straszna tragedia!”, a potem zasiadali z popcornem przed telewizją albo Twitterem, żeby oglądać z sadystyczną przyjemnością, jak Pawłowicz obrzuca obelgami kolejną osobę, czując, że jesteście przecież od niej lepsi. Dopóki pozwalamy rzeczom się dziać wokół nas i dobrze nam w roli widzów, dopóty będzie tak, jak było. Brzydko i prostacko, jak w filmach Pieli, zawistnie i chamsko jak w postach Matki Kurki. Brudno, ciemno i duszno. Aż znowu obudzi nas jakaś tragedia i znowu tylko na moment.
 
Jeśli jest jakaś nadzieja w czyjejkolwiek śmierci, to jest to nadzieja, że po niej już nigdy nic nie będzie takie samo. I niech nie będzie. Stać nas na więcej, stać nas na Polskę, która jest jak Gdańsk z ostatnich słów Pawła Adamowicza: jest szczodra, dzieli się dobrem, chce być krajem solidarności. Polskę, która jest najcudowniejszym miejscem na świecie. Miejscem, za które wzajemnie moglibyśmy sobie dziękować. 
 

 

 
 

Ziobro kontra Matczak – pełen kontekst

W związku z publiczną informacją dotyczącą woli wszczęcia przez Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę postępowania dyscyplinarnego wobec mnie, chciałbym przedstawić moje stanowisko w tej sprawie. Stanowisko to składa się z trzech wstępnych tez oraz załączonych wyjaśnień, które w związku ze sprawą złożyłem około dwóch miesięcy temu na ręce Rzecznika Dyscyplinarnego Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie. Mam nadzieję, że przedstawione wyjaśnienia pozwolą sobie czytelnikowi wyrobić samodzielne zdanie na temat powstałej sytuacji.

Po pierwsze, chcę oświadczyć, że nie kwestionuję prawa Ministra Ziobry do żądania wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec mnie. Jest to normalna procedura, w której Minister ma prawo kwestionować moje działanie, a ja mam prawo się bronić. Kwestionuję jednak wybiórczość działań Ministra. Nie rozumiem, dlaczego ktoś, kto często mówi, że wszyscy są równi wobec prawa, nie wszczyna podobnego postępowania wobec mec. Tomczyńskiego, który na Twitterze wulgarnie zwracał się do mieszkańców Warszawy, oczekując od nich poparcia w wyborach Patryka Jakiego. Dlaczego ktoś, kto mówi, że prawo jest takie samo dla wszystkich, nie rozpoczyna procedury dyscyplinarnej wobec prof. Jana Majchrowskiego, który ze względu na osobisty konflikt z prof. Sadurskim oficjalnie zabronił realizować studentowi wybrany przez niego program studiów, przez co naraził go na trudności w zaliczeniu roku. Minister nie tylko wobec tych osób nie podejmuje jakichkolwiek działań, ale są one usadawiane w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i czynione jej prezesami. Jaki jest powód tej wybiórczości w stosowaniu prawa, które jest podobno takie samo dla wszystkich? Według mnie odpowiedź jest prosta – jeśli ktoś popiera rząd Prawa i Sprawiedliwości, może pisać i mówić wszystko. Może nawet, jak mec. Tomczyński, oficjalnie chwalić polityczne przemówienia premiera Morawieckiego już po uzyskaniu nominacji do SN, i nie jest to naruszenie zasady apolityczności sędziego. Co innego, gdyby Tomczyński założył koszulkę z napisem „Konstytucja”. Wtedy biada mu, ponieważ oznaczałoby to, że krytykuje rząd Prawa i Sprawiedliwości. Zasada jest więc prosta – pełna tolerancja dla Pana zwolenników, pełna surowość dla krytyków. Problem z tym, że to nie ma nic wspólnego z równością wobec prawa, o której tak często Pan mówi.

Po drugie, zastanawiam się, czy Pan Minister zamierza podjąć jakieś kroki wobec Piotra Wielguckiego, do którego kierowałem mój wpis. Wielgucki jest osobą, która z niewyobrażalnie wulgarnego atakowania ludzi uczynił swoje codzienne zajęcie. Jest to człowiek, który w co drugim wpisie odnosi się do ludzi per „ścierwo”, który pisze o defekowaniu i podcieraniu się ludźmi, który oficjalnie grozi użyciem przemocy fizycznej wobec innych osób. Nie spodziewam się, żeby Pan Minister, który jest jednocześnie Prokuratorem Generalnym, zareagował w tej sprawie i to z jednego, podstawowego powodu. Rząd Prawa i Sprawiedliwości toleruje, a posłowie koalicji rządzącej aktywnie wspierają takich ludzi jak Wielgucki, traktując ich jak bojówki użyteczne w atakowaniu ich przeciwników. Dowodem na to jest oficjalny sojusz między Wielguckim a Krystyną Pawłowicz. Zachęcam do przeczytania moich wyjaśnień zamieszczonych poniżej, szczególnie fragmentu, w którym Wielgucki i Pawłowicz wspólnie analizują kształt mojej czaszki, chcąc ustalić moje pochodzenie rasowe. Jest to bezpośrednie nawiązanie do praktyk nazistowskich, stosowanych wobec Żydów, a sportretowanych w filmie „Europa, Europa” Agnieszki Holland. Ponownie pytam publicznie – dlaczego Pan, Panie Ministrze, właśnie Pan, który tak często mówi o równości wobec prawa, toleruje nazistowskie zachowania Pana koleżanki i jej partnera-hejtera? Ponownie odpowiedź jest jedna – ponieważ ich działania są dla Pana politycznie pożyteczne. Jest bowiem rządowi Prawa i Sprawiedliwości na rękę, kiedy hejter Wielgucki pisze o defekowaniu i podcieraniu się profesorem Sadurskim, tym samym profesorem, który ten rząd codziennie krytykuje.

Po trzecie wreszcie, być może podobnie jak Wielgucki, który wielokrotnie to oświadczał, ma Pan nadzieję, że postępowanie dyscyplinarne spowoduje, że przestanę się wypowiadać publicznie, w szczególności na temat działań Pana i Pana rządu. Proszę na to nie liczyć. Aby bronić człowieka przed najgorszą z możliwych mową nienawiści napisałem 280 znaków i jeśli będzie trzeba, odpowiem za to. Zapewniam jednak, że ani na chwilę nie przestanę mówić w Polsce i zagranicą, na ulicy, w telewizji, na spotkaniach z robotnikami i profesorami, że brutalnie łamiecie Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej. Będę to robił tak długo, aż przestaniecie i odpowiecie za to prawnie. 

Poniżej wyjaśnienie przesłane Rzecznikowi Dyscyplinarnemu OIRP w Warszawie:

Mój wpis z 27 września 2018 r. był elementem dyskusji prowadzonej na serwisie Twitter przez Piotra Wielguckiego, prof. Wojciecha Sadurskiego i przez mnie. W dyskusji tej Piotr Wielgucki wielokrotnie formułował pod adresem prof. Sadurskiego i moim wypowiedzi skrajnie wulgarne i agresywne, mające bez wątpienia charakter mowy nienawiści. Bezpośrednio przed moją wypowiedzią, którą Piotr Wielgucki uznał za groźbę karalną, sformułował on dwie wypowiedzi, które pozwolę sobie przytoczyć, przepraszając jednocześnie za ich wulgarny charakter.

Wypowiedź pierwsza była kierowana do prof. Sadurskiego i brzmiała: „A ja bym się na ciebie nawet nie wysrał, ani tobą nie podtarł”. Wypowiedź druga była kierowana do prof. Sadurskiego i do mnie, i brzmiała: „(…) tępe z was chamy, które za każdym razem będą brać w pysk, jak słowem pisną. Rozumiesz, czy poprawić”.

Powyższe wypowiedzi nie są wyjątkiem w publicznej aktywności Piotra Wielguckiego na profilu Twitter. Wprost przeciwnie, w wielu wypowiedziach w sposób skrajnie wulgarny atakuje on swoich interlokutorów, czyniąc z mowy nienawiści narzędzie poniżania innych. Przykładowo, w swoich wypowiedziach wielokrotnie zwraca się on do swoich rozmówców frazą „Wypad ścierwo”, a pod adresem prof. Sadurskiego formułował wypowiedzi takie, jak „bolszewicki cham, taki modelowy w walonkach i onucach, cuchnący bimbrem”. Konkretnie pod moim adresem Piotr Wielgucki wielokrotnie używał słów takich, jak „idiota”, „nieuk”, „osioł”, „rasista”, „szowinista”, „fanatyk” groził mi relegacją z uczelni („Ciebie Marcin należy przede wszystkim dyscyplinarnie relegować z uczelni, boś nieuk i kabotyn Marcin”- wypowiedź z 24 września, poprzedzająca o trzy dni moją wypowiedź, która stała się przedmiotem skargi) i podważał moje kompetencje zawodowe oraz akademickie („nie ma bladego pojęcia o prawie, absolutnie żadnego”), oraz kierował do mnie tak wulgarne słowa, jak „spierdalaj” (16.09.2018) .

Jednocześnie, Piotr Wielgucki we wrześniu 2018 roku umieścił w serwisie Twitter liczne wpisy w odpowiedzi na wpisy poseł Krystyny Pawłowicz, w których na podstawie analizy mojego zdjęcia i – jak to określiła – „kształtu czaszki” ustaliła on moje pochodzenie rasowe („płaska stepowa twarz, wystające kości policzkowe. Takie były twarze agresorów podbijających Polskę ze wschodu… (wypowiedź z 22.09. 2018 r.) oraz „ale pan jest ze stylu i urody stalinowski stepowy kałmuk, nic na to nie poradzę” (wypowiedź z tego samego dnia). W ten sposób Krystyna Pawłowicz nawiązała bezpośrednio do zdyskredytowanych teorii frenologicznych Franza Josefa Galla oraz niechlubnej tradycji fizjonomiki, która wielokrotnie w przeszłości była wykorzystywana dla działań dyskryminacyjnych i rasistowskich, czego najbardziej zbrodniczym przykładem były praktyki ustalania przynależności do narodowości żydowskiej na podstawie kształtu czaszki, stosowane w Trzeciej Rzeszy Niemieckiej. Piotr Wielgucki w swoich wpisach powielał „kwalifikację” mojej osoby dokonana przez Krystynę Pawłowicz, powtarzając stosowane przez nią wobec mnie określenie „kałmuk stepowy” (np. w wypowiedzi z 27.09.2018), a tym samym wspierając ten inspirowany poglądami rasistowskimi atak na mnie.

Przedstawiam powyższe informacje po to, aby ukazać rzeczywisty kontekst mojej wypowiedzi, która stała się podstawą skargi Piotra Wielguckiego. Wypowiedź tę sformułowałem w odpowiedzi na skrajnie wulgarną mowę nienawiści osoby, która taką mowę nienawiści uprawia wobec mnie i innych osób od dawna, wręcz uczyniła z mowy nienawiści swój znak rozpoznawczy. Dodatkowo, sformułowałem ją w odpowiedzi na bezpośrednio poprzedzające wypowiedzi Piotra Wielguckiego o defekowaniu na innych ludzi i na formułowane przez niego zapowiedzi agresji fizycznej wobec prof. Sadurskiego i mnie („tępe z was chamy, które za każdym razem będą brać w pysk, jak słowem pisną. Rozumiesz, czy poprawić”). Celem mojej wypowiedzi było zmuszenie Piotra Wielguckiego do refleksji nad jego działaniem oraz – w efekcie tej refleksji – zaprzestanie mowy nienawiści wobec mnie i innych osób. Aby osiągnąć ten cel, użyłem hipotetycznego przykładu, w którym córka Piotra Wielguckiego czyta nienawistne wypowiedzi swojego ojca, a on wstydzi się tych wypowiedzi. Hipotetyczności mojej wypowiedzi dowodzi fakt, że Córka Piotra Wielguckiego nie studiuje prawa, a na mój cel wskazuje wyraźne odniesienie do mowy nienawiści w treści mojej wypowiedzi. Chcę z całą mocą podkreślić, że mimo skrajnie wulgarnego charakteru wypowiedzi Piotra Wielguckiego, moja wypowiedź nie zawierała żadnego wulgaryzmu ani groźby, nie była także w jakikolwiek sposób kierowana do Córki Piotra Wielguckiego, a jedynie do niego. W szczególności kończące moją wypowiedź sformułowanie „będziesz piszczał, jak wróci do domu” nie było groźbą, a jedynie stanowiło bezpośrednie odniesienie do „piszczenia”, o którym Piotr Wielgucki pisał w swojej wypowiedzi kierowanej do prof. Sadurskiego i do mnie, ale nie odnosiło się – tak jak wpis Piotra Wielguckiego – do agresji fizycznej, ale poczucia wstydu, które powinien w sobie wytworzyć Piotr Wielgucki w związku z używaniem mowy nienawiści. 

Za całą pewnością powinienem był sformułować moją wypowiedź tak, aby jasne było, że stosuję eksperyment myślowy, który ma zmusić Piotra Wielguckiego do refleksji, np. przez użycie słowa „Wyobraź sobie…”, albo „Czy zastanawiałeś się, co by było, gdyby…”. Takie sformułowanie byłoby możliwe, gdyby nie ograniczenia techniczne wypowiedzi w serwisie Twitter, w którym maksymalna długość wpisu wynosi 280 znaków, a które zmuszają do wielokrotnego skracania już napisanej wypowiedzi, co rodzi ryzyko nieporozumień. Mając do dyspozycji dłuższą formę byłbym w stanie jaśniej i lepiej wyrazić moja intencję, jednak w tej konkretnej wypowiedzi, ze względu na jej wymuszoną skrótowość, stało się inaczej, co pozwoliło Piotrowi Wielguckiemu zinterpretować moją wypowiedź w sposób skrajnie dla mnie niekorzystny i wyrwany z kontekstu.  

Z powodu wspomnianej skrótowości mojej wypowiedzi, bezpośrednio po niej wielokrotnie publicznie tłumaczyłem, jaka była moja intencja i sens moich słów. Uczyniłem to jeszcze tego samego dnia (27.09.2018) w wypowiedzi dla TVP Info, w której na zarzut, że próbowałem wciągnąć w moją dyskusję z Piotrem Wielguckim jego Córkę, wyraźnie stwierdziłem, że moja wypowiedź była eksperymentem myślowym i argumentem, mającym zmusić Piotra Wielguckiego do refleksji nad stosowana przez niego mową nienawiści.  Na swoim blogu marcinmatczak.pl umieściłem dwa teksty, które także wyjaśniały moje intencje. W pierwszym z nich, opublikowanym w tym samym dniu, co moja wypowiedź, a zatytułowanym, „Dlaczego będę nadal rozmawiał z hejterami” napisałem: 

„celem było uświadomienie mu [Piotrowi Wielguckiemu], że jego słowa mogą być hipotetycznie czytane przez kogoś, kto jest mu bliski. Taki eksperyment myślowy jest najlepszym sposobem na uświadomienie sobie, jaka jest wartość moralna naszych słów. Ja często, kiedy piszę albo mówię, staram się sobie wyobrazić, co powiedziałby mój syn, gdyby to przeczytał. Czy byłby ze mnie dumny, czy też czy wstydziłby się mnie.”

Chcę podkreślić, że taka interpretacja mojej wypowiedzi była całkowicie jasna dla wielu odbiorców. Przykładowo, prof. Sadurski w swoim komentarzu do mojej wypowiedzi napisał: „Tam nie było ani grama straszenia lecz tylko próba uświadomienia hejterowi, co by jego  córka poczuła, gdyby chamski post Jej ojca był tekstem do dyskusji o mowie nienawiści. „Thought experiment”. No ale chcą jakoś dorwać do niewygodnego dla władzy Profesora” (27.09.2018).

Mój drugi wpis, datowany na 28.09, był publicznym listem kierowanym do Córki Piotra Wielguckiego. Zdecydowałem się go napisać ze względu na rozpowszechnianie skrajnie nieprzychylnej i wyrwanej z kontekstu interpretacji moich słów przez Piotra Wielguckiego oraz portale internetowe (takie jak wpolityce.pl), wielokrotnie atakujące mnie w przeszłości w związku z moją działalnością w obronie polskiej Konstytucji. To rozpowszechnianie mogłoby spowodować u Córki Piotra Wielguckiego fałszywe przekonanie, jakobym był jej osobą nieprzychylną. W liście, którego treść załączam w całości do niniejszego wyjaśnienia napisałem:

„Nie znamy się, ale ze względu na jedną z moich publicznych wypowiedzi być może dotrą do Pani niepokojące wiadomości. Wiadomości te, które wynikają z błędnej interpretacji moich słów, mogą wskazywać, że chciałem Pani zaszkodzić w planowanych studiach prawniczych. Postanowiłem napisać ten publiczny list, żeby wyraźnie potwierdzić, że nigdy nie miałem i nigdy nie będę miał wobec żadnego młodego człowieka intencji zaszkodzenia mu. Nie było to w żadnym wypadku ani treścią, ani intencją moich słów.”

Także później wyrażałem ubolewanie z powodu tego, że mój wpis został sformułowany w sposób umożliwiający nieuprawnioną interpretacja i wyrwanie z kontekstu. Przykładowo w wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy” (8.10.2018) powiedziałem w związku z tą sprawą: „Żałuje tej sytuacji, tak jak zawsze żałuję, gdy moje wyrwane z kontekstu słowa mogą zranić kogoś niewinnego. Gdybym mógł cofnąć czas, napisałbym tak: ‘Niech pan sobie wyobrazi, że ktoś bliski panu to czyta”. Tłumaczyłem także, że „mowa nienawiści jest złem, na które trzeba reagować, najlepiej obrazowymi przykładami, ale że użyty w pośpiechu przykład był niewłaściwy”.

Na zakończenie chce wskazać, że wbrew twierdzeniu Piotra Wielguckiego przedstawionym w skardze treść mojej wypowiedzi z całą pewnością nie stanowiła groźby karalnej, o której mowa w art. 190 kodeksu karnego. Nawet najbardziej nieprzychylna interpretacja moich słów nie może prowadzić do wniosku, że groziłem Piotrowi Wielguckiemu lub komukolwiek innemu popełnieniem na jego szkodę przestępstwa. To raczej słowa Piotra Wielguckiego, kierowane do mnie i prof. Sadurskiego („tępe z was chamy, które za każdym razem będą brać w pysk, jak słowem pisną”) stanowi groźbę karalną dokonania przestępstwa naruszenia naszej nietykalności cielesnej (art. 217 kodeksu karnego). Nie ma także żadnych podstaw, aby traktować moją wypowiedź jako przestępstwo stalkingu (art. 190a kodeksu karnego), ponieważ pojedynczej wypowiedzi, nawet skrajnie nieprzychylnie zinterpretowanej, nie sposób przypisać znamion uporczywego nękania. Ponownie, biorąc pod uwagę długotrwałość i charakter kampanii nienawiści prowadzonej przez Piotra Wielguckiego wobec mnie, tę kampanię należałoby w kategoriach stalkingu rozpatrywać. Wreszcie w sposób oczywisty w mojej wypowiedzi nie kierowałem wobec nikogo groźby wszczęcia postępowania karnego. Ponownie, to Piotr Wielgucki próbował mnie zastraszyć w ten sposób wielokrotnie formułując groźbę zawiadomienia prokuratury o mojej wypowiedzi oraz groźbę wszczęcia wobec mnie postępowania dyscyplinarnego (np. w wypowiedzi z dnia 27.09).

Chciałbym podkreślić także, że Piotr Wielgucki ewidentnie traktuje skargę do OIRP jako narzędzie publicznego zdyskredytowania mnie i wpłynięcia w ten sposób na moją aktywność publiczną, z którą się politycznie nie zgadza. Świadczy jego aktywność na profilu Twitter prowadzona po złożeniu skargi. Przykładowo w odpowiedzi na mój wpis zupełnie nie związany ze sprawą skargi do OIRP (dotyczący np. postanowienia TSUE o zabezpieczeniu) Piotr Wielgucki pisze: „Marcin (…) napisałeś już wyjaśnienia na wezwanie OIRP Warszawa? Wykonałeś? Czy zostałeś zawieszony jako radca prawny, do czasu wydania postanowienia o wykluczeniu bądź ukaraniu?”. W odpowiedzi na mój wpis dotyczący niezasadności uznania koszulki z napisem „Konstytucja” za agitację wyborczą, Piotr Wielgucki pisze „Marcin, kolejny raz pytam, napisałeś już wyjaśnienia dla OIRP Warszawa, w związku z twoim bandyckim wpisem atakującym dziecko?”. W komentarzu do mojej wypowiedzi krytykującej wypowiedzi polityków kwestionujących prawo TSUE do odpowiadania na pytania prejudycjalne sądów polskich, Piotr Wielgucki pisze: „Marcin idź spać, zanim napiszesz jeszcze coś głupszego albo pisz wyjaśnienia dla OIRP Warszawa”. 

Podsumowując, intencją i treścią mojej wypowiedzi, którą przedmiotem swojej skargi uczynił Piotr Wielgucki, była potrzeba przeciwstawienia się ekstremalnie wulgarnej i szkodliwej mowie nienawiści stosowanej permanentnie przez autora skargi. Przeciwstawianie się mowie nienawiści uważam za jeden z obowiązków radcy prawnego, wynikający ze ślubowania radcowskiego, które kiedyś z dumą składałem. Jednocześnie, widząc, że moja wypowiedź została wyrwana z kontekstu i zinterpretowana przez nieprzychylne mi osoby jako groźba, dołożyłem wszelkich starań, aby wyjaśnić rzeczywisty sens mojej wypowiedzi i przeciwstawić się takiej, zupełnie niesłusznej interpretacji. Uważam, że wypowiedzi publiczne powinny być interpretowane w kontekście, a przy ich interpretowaniu powinno się wszelkie wątpliwości rozstrzygać na korzyść osoby formułującej te wypowiedzi, a nie odwrotnie. Tymczasem skarga Piotra Wielguckiego, osoby aktywnie zwalczającej mnie w przestrzeni publicznej, prezentuje moją wypowiedź w sposób skrajnie wyrwany z kontekstu (nie wspominając ani o jego własnych, poprzedzających tę wypowiedź, słowach, ani o moich późniejszych działaniach, takich jak publiczny list do jego Córki), interpretuje ją w sposób skrajnie niekorzystny i całkowicie błędny prawnie jako groźbę karalną, oraz stanowi narzędzie zdyskredytowania mnie w oczach opinii publicznej, czego dowodzą wypowiedzi autora skargi formułowane już po jej złożeniu.

Dlaczego UR?

W opowiadaniu „Tlón, Uqbar, Orbis Tertius” napisanym w roku 1945, Jorge Louis Borges przedstawił ideę książki-encyklopedii, która z niezwykłą szczegółowością opisywała nieistniejący świat:

„Dwa lata wcześniej, na stronicach pewnej encyklopedii-plagiatu, odkryłem zwięzły opis fikcyjnego kraju; obecnie przypadek dostarczał mi czegoś bardziej jeszcze cennego i trudnego. Miałem teraz w ręku obszerny i metodyczny fragment całkowitej historii nieznanej planety, z jej budowlami i wojnami, z przerażeniem jej mitologii i zgiełkiem jej języków, z jej cesarzami i morzami, z jej minerałami, z jej ptakami i rybami, z jej algebrą i ogniem, z jej kontrowersjami teologicznymi i metafizycznymi. I wszystko to na piśmie, spoiste, bez widocznej intencji doktrynalnej czy parodystycznej.”

Odnaleziony tekst, „studium iluzorycznego świata”, „metodyczna encyklopedia iluzorycznej planety”, nosiło tytuł „Orbis Tertius”, a sam świat opisywany przez tekst to „Tlón”. Cechą charakterystyczną Tlónu jest tendencja do wpływania na rzeczywistość pozatekstową. Jak pisze Borges, rzeczywistość ta w wielu punktach stopniowo poddaje się wizji Tlónu, ostatecznie przekształcając się w tę opisaną w tekście, ulegając „szczegółowej i rozległej rzeczywistości zorganizowanej planety”. Tlón nie urzeczywistnia się sam: do tego procesu potrzebuje ludzi, którzy czytają tekst i przekształcają świat realny na podobieństwo tego opisanego w księdze. Jak pisze Borges, Tlón jest labiryntem „utkanym przez ludzi, przeznaczonym do odczytania przez ludzi”.

To jest blog o Tlónie: o przedmiotach, które najpierw istnieją jako wizja, później jako tekst bądź dźwięk, ale ostatecznie przekształcają się w twardą rzeczywistość. Takim przedmiotem jest idea filozoficzna, która zmienia świat, takim przedmiotem jest prawo, które kształtuje naszą rzeczywistość, takim przedmiotem jest muzyka, która inspiruje do zmiany świata na lepsze. Borges pisze, że w rzeczywistość Tlónu tworzą przedmioty zrodzone z fikcji, choć stające się prawdą. Taki przedmiot to ‘UR’: „rzecz wyprodukowana przez sugestię, przedmiot wywołany przez nadzieję”.