Pomnikowa inwazja konstytucyjnych fartuszków

Rysunek – Aleksandra Lechańska

 

Każda władza o zapędach autorytarnych boi się ośmieszenia jak diabeł święconej wody. Pewnie dlatego policja chce ścigać ludzi, którzy ubierają pomniki w fartuszki z napisem „Konstytucja” i tych, którzy naklejają na budynki biur poselskich naklejki „PZPR”. Takie działania stanowią podobno znieważenie pomników i niszczenie mienia. Uważam te zarzuty za bezpodstawne. Nie tylko dlatego, że uznawanie konstytucyjnych fartuszków za „banery reklamowe” (a tak przecież kwalifikuje je policja) jest żywcem wyjęte z Monty Pythona. Nawiasem mówiąc reklama Konstytucji jest niewątpliwie w opinii partii rządzącej reklamą sprzeczną z dobrymi obyczajami, a także – ponieważ Konstytucja ustala kadencję I Prezes SN – z przepisami prawa. W szczególności reklama Konstytucji, zwłaszcza artykułu o 6-letniej kadencji I Prezes SN, jest sprzeczna z ustawą o Sądzie Najwyższym. Dlatego pewnie policja ją ściga.

Akcje fartuszkowa i naklejkowa mają charakter artystycznych happeningów i jako takie korzystają z ochrony prawnej związanej z wolnością wypowiedzi i wyrażania poglądów. Wolność wypowiedzi chroni nie tylko wolność słowa, ale wolność dokonywania wszelkich aktów mowy, nawet takich, do których dokonania nie trzeba użyć słów. Chronionym przez tę wolność niewerbalnym aktem mowy może być trzymana w trakcie hymnu narodowego w górze zaciśnięta pięść, polubienie postu na Facebooku (like) czy spalenie flagi.

W związku z tym ostatnim przypadkiem warto przywołać znaną amerykańską sprawę  Texas v. Johnson, w której za działanie chronione swobodą wypowiedzi Sąd Najwyższy USA uznał spalenie amerykańskiej flagi w proteście przeciwko zaangażowaniu wojennemu USA. Spalenie flagi to rzeczywiście zniszczenie mienia i  znieważenie, a jednak uznano to za działanie usprawiedliwione. Jak stwierdził sędzia Brennan:

„Jeżeli jest jakaś fundamentalna zasada, na której opiera się swoboda wypowiedzi, jest nią twierdzenie, że rząd nie może zabronić wyrażania jakiejś idei po prostu dlatego, że społeczeństwo uznaje ją za obraźliwą bądź nieprzyjemną”.

Ochrona, jaką w prawie amerykańskim otacza się wolność wypowiedzi, jest oczywiście dalej idąca niż w Europie. Z drugiej strony jednak w przypadku fartuszków na pomnikach i naklejek na biurach nie mamy  do czynienia ze zniszczeniem mienia (fartuszki z Konstytucją i naklejki można łatwo usunąć). Napis „Konstytucja” na pewno nie jest obraźliwy, a nazwa „PZPR” jest skrótowym wyrażeniem opinii o działaniach posłów partii rządzącej wobec sądownictwa, które nawet w opinii Komisji Weneckiej zostały porównane do działań podejmowanych w Związku Radzieckim. Ponadto, do osób pełniących funkcje publiczne powinno się w zakresie zniewagi stosować zasadę „grubej skóry” – innymi słowy w ich krytyce można sobie pozwolić na więcej.

Zupełnie absurdalny jest także zarzut, że posługiwanie się skrótem „PZPR” na naklejkach jest promowaniem totalitaryzmu. Zarzut ten wpisuje się w inne, popularne ostatnio działania, polegające na takim przekwalifikowaniu danej sytuacji, aby podpadła pod określony paragraf. Jakiś czas temu przykładowo pozostawienie zapalonych zniczy pod biurem poselskim uznano za „zaśmiecanie”. Takie ruchy są manipulacją, która wyrywa dane działanie z jego kontekstu kulturowego i odrywa od zamiaru osoby, która tych działań dokonuje. Na wagę obu tych elementów zwracała w swoich analizach akcji fartuszkowej prof. Ewa Łętowska, słusznie wskazując, że każdą wypowiedź, każdy akt mowy  należy oceniać w kontekście. Ten zaś wskazuje, że intencją intencją używającej skrótu „PZPR” było oskarżenie kogoś o działanie podobne do działania PZPR. To oznacza, że skrót „PZPR” został użyty pejoratywnie. Jako taki nie może być uznany za propagowanie czegokolwiek – promowanie polega przecież na przedstawianiu czegoś w pozytywnym, nie negatywnym świetle. Kiedy nazywam kogoś faszystą, bo nie akceptuję jego działań, to przecież nie propaguję faszyzmu, tylko potępiam faszyzm, bo odnoszę to słowo do negatywnego zachowania.

Wszystkie powyższe argumenty prowadzą do konstatacji, że policja i prokuratura nie powinny wspomnianych akcji ścigać, a jeśli będą, sądy powinny ludzi biorących udział w tych akcjach uniewinniać stosując bezpośrednio konstytucję. Inną sytuacją jest rzeczywiste niszczenie mienia, na przykład pisanie sprajem na murach budynków – takie działanie jest wandalizmem. Nie jest ono także konieczne dla zachowania możliwości swobodnego wyrażania swoich poglądów, bo istnieją – jak pokazano – bardziej łagodne a równie skuteczne środki ekspresji, takie jak moje ulubione konstytucyjne pomnikowe fartuszki.

5 Comments Pomnikowa inwazja konstytucyjnych fartuszków

  1. Michał August 15, 2018 at 12:49 pm

    Koszulki zostały słusznie ocenione jako baner reklamowy, ponieważ nie chodzi o “reklamowanie Konstytucji”, ale o reklamowanie konkretnego ruchu społecznego (siły politycznej). Napis “Konstytucja” jest w charakterystycznej formie graficznej (kolor, nieortograficzny podział na sylaby i pozycja liter). Nie ma przy tym znaczenia, że nie jest zarejestrowany w UPRP jako znak towarowy.

    Gdyby napis był prosty (w normalnej formie graficznej), to nie byłoby problemu; żałuję, że tak się właśnie nie stało, bo wybito by w ten sposób argument władzy. A tak, sytuacja jest podobna do tej, w której PiS albo PSL zacząłby wieszać koszulki z symbolem partyjnym. Domyślam się, że wówczas Pan Profesor by protestował.

    To jest szerszy problem umieszczania takich wyjątkowych słów w różnych znakach i symbolach. Wyobrażam sobie hipotetyczną sytuację, w której ściga się za wieszanie napisu “Obywatele RP” w charakterystycznej formie graficznej, a sprawcy oburzają się – “Władza usuwa obywateli RP! Ludobójstwo!”

    Reply
    1. Marcin Matczak August 15, 2018 at 3:49 pm

      Nie zgadzam się. Napis „Konstytucja” nie może zostać uznany za oznaczenie jakiegokolwiek stronnictwa partyjnego, bo nie ma takiego stronnictwa, a poza tym ta forma graficzna była wykorzystywana szeroko przez wszystkich broniących praworządności w Polsce, nie przez konkretną partię czy ugrupowanie.

      Reply
  2. pep August 15, 2018 at 8:19 pm

    ,,a jeśli będą, sądy powinny ludzi biorących udział w tych akcjach uniewinniać stosując bezpośrednio konstytucję”

    Nie sposób się zgodzić. Bezpośrednie zastosowanie Konstytucji w sferze prawnokarnej oznaczałoby wyjściowe uznanie że dany czyn jednak wyczerpał wszystkie znamiona czynu zabronionego i:
    a) albo przyjęcie kontratypu działania w ramach uprawień wywodzonych z normy Konstytucyjnej,
    b) albo uznanie, że przepis karny jest sprzeczny z Konstytucją.

    Tymczasem chronologicznie wcześniejszym etapem dokonywania oceny prawnokarnej (a pierwszym merytorycznym) zawsze powinno być właśnie ustalenie wyjściowe co do tego, czy czyn zawiera wszystkie znamiona czynu zabronionego, gdyż w przypadku odpowiedzi negatywnej badanie innych elementów staje się bezprzedmiotowe.

    W odniesieniu do tak ,,zarysowanych” opisów czynów brak wyczerpania znamion przestępstwa będzie zaś oczywisty, m.i n z uwagi na przedstawiane argumenty. Dlatego też nie rozumiem dlaczego należałoby w takich sprawach bezpośrednio stosować Konstytucję.

    W każdym z tym przypadków nie będzie wypełnionego znamienia strony przedmiotowej tj czynu sensu stricto opisanego jako znamię czasownikowe (znieważa, propaguje). Oczywiście nie będzie też wypełnione znamię strony podmiotowej w postaci wymaganego zamiaru (którego badanie też jest zbędne z uwagi na to co w zdaniu poprzednim, ale gdyby np uznać że są jakieś wątpliwości co do strony przedmiotowej (albo gdy analiza obu znamion ,,nachodzi na siebie” co trudno rozdzielić i analizuje się łącznie ), to ostatecznie i tak należałoby w świetle okoliczności dojść do wniosku że brak było wymaganego znamienia zamiaru. Zresztą w obu przypadkach raczej tylko zamiar bezpośredni wchodzi w grę (czyli trzeba chcieć propagować, i raczej trzeba chcieć znieważyć). Przy propagowaniu chodzi w istocie o przekonywanie do takiego ustroju.

    Jeśli Konstytucja byłaby,,użyta” przy wykładni przepisu karnego (technika wykładni w zgodzie z Konstytucją) to też nie byłoby to bezpośrednie zastosowanie Konstytucji.

    Reply
    1. Marcin Matczak August 15, 2018 at 10:36 pm

      Proszę wybaczyć skrótowość języka publicystycznego, nie sposób w krótkim poście wszystko wyłożyć. Chodziło mi o jakiekolwiek użycie konstytucji do uznania, że nie złamano prawa. Na marginesie – uważam, że prokonstytucyjna wykładnia przepisu karnego jest rodzajem bezpośredniego stosowania konstytucji.

      Reply
  3. pep September 25, 2018 at 5:27 pm

    Co do uwagi na marginesie mam zdanie odmienne, ale to kwestia drugorzędna.
    Natomiast skrótowość publicystyki jest oczywiście wskazana, ale w tym przypadku mogłoby to akurat wywołać u kogoś mylne wrażenie, że aby uwolnić sprawców od odpowiedzialności za opisywane czyny, to trzeba stosować jakieś nadzwyczajne wyjątkowe zabiegi, kruczki prawne (może nawet ,,obejść” TK/ domniemanie konstytucyjności ) itp.. Podczas gdy tak naprawdę zachodził tu oczywisty brak znamion czynu zabronionego widoczny na pierwszy rzut oka. Gdyby hipotetycznie nie obowiązywała konstytucja, ocena prawnokarna byłaby taka sama.

    Reply

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *