Diss na Matę i jego Tatę

No to mamy diss…
 

Gdy przeczytałem w Tygodniku Powszechnym felieton Jacka Podsiadły pt. „Rapcio i ojcio”, poświęcony bezpośrednio mojej książce „Jak wychować rapera”, a pośrednio twórczości mojego syna, pomyślałem, że nie ma sensu go komentować. Cóż bowiem można powiedzieć o tekście, który jest w zasadzie zbiorem wyzwisk? Jak zareagować na takie słowa, jak „bełkot beztalencia”? Jak zwracać się do Autora, aby licowało to ze stylem tytułu jego felietonu? Poecio? Odpowiedź to misja straceńcza. 

Potem jednak pomyślałem, że godnie milczeć wobec wyzwisk może Adam Michnik prostacko atakowany przez Tarczyńskiego. Bo za Michnikiem stoi mądrość i etos znane wszystkim, a za Tarczyńskim równie powszechnie znane chamstwo. Dlatego nawet bez odpowiedzi wiadomo, jaki jest wynik tej pyskówki. Pyskówka Podsiadły toczy się w innej relacji – ja nie mam historii, która mogłaby mnie bronić, a Podsiadło to nie pierwszy lepszy prostak, tylko wielki poeta, a tomy jego poezji zajmują ważne miejsce na wielu półkach (w tym mojej) Odpowiedzieć więc trzeba, aby uniknąć niejasności.

Po pierwsze, może sobie Jacek Podsiadło wybierać dowolne słowa z piosenek Michała („stawiać kloca”) i naigrywać się z nich. Jest to jednak strategia groźna. Wystarczy bowiem przeczytać wiersz Podsiadły „Lament świętokrzyski”, by zdać sobie sprawę, o zgrozo, że pisze on w nim o podcieraniu tyłka. Czy takie wyrwanie z kontekstu świadczy o defekacyjnym charakterze jego twórczości? Nie sądzę. 

 
Może sobie Podsiadło analizować, że w „Schodkach” „ziombel” lepiej współgrałoby z „w trąbę” niż „w mordę” (na marginesie: jak ktoś „daje w trąbę”, to nie to samo, jak „daje w mordę”), ale to też ryzykowne, bo jakby wyrwać z jego twórczości jeden rym, to by się trafiło na „gruszkę” i „w poduszkę”, co zapewne nie jest szczytem językowego wyrafinowania („Kult ciała”). Słowem – wyrywanie z kontekstu, zwłaszcza jak robi to wielki poeta, nie jest fajne. Od kogo bowiem mamy oczekiwać całościowego podejścia do tego, co ktoś mówi, jeśli nie od wielkich poetów? 
 
Sensem twórczości mojego syna jest budowanie etosu zwyczajnego gościa, który w jednym utworze pajacuje, by w drugim powiedzieć coś ważnego. Raz jest chłopakiem z dobrego liceum, raz dzieckiem w różowym stroju świni (Hannah Montana), raz jest wulgarny, raz filozoficzny i głęboki. Może tego brakuje nam, dorosłym i poważnym, że choć w życiu jesteśmy różni – i mądrzy, i głupi, i poważni, i śmieszni, w naszej „twórczości” sami sobie przyprawiamy jedną gębę – mędrca. Może dlatego i mnie, i Jacka Podsiadłę czyta garstka, a mojego syna słuchają miliony (i proszę mi nie wyjeżdżać z niby-argumentem, że Zenka Matyniuka też, bo to nie ta sama publiczność). Ludzie po prostu wiedzą, że on jest bardziej autentyczny niż poeta Podsiadło czy naukowiec Matczak. I takiej autentyczności chcą.
Po drugie, i tu zwrócę się do pana Podsiadły bezpośrednio: niech Pan, Panie Jacku, wyciągnie kij (Pan wie skąd). Nazywają Pana poetą buntu i słusznie. A tu nagle pisze Pan felieton jakby już tylko o cenach trumien można było z Panem pogadać. Patrzę w egzemplarz „Być może trzeba było mówić”, który leży obok mojego łóżka i nie mogę uwierzyć, że człowiek, w którego poezji jest tyle światła, sieje w felietonie tylko gorycz, jakby przegrał życie. Mój syn nie jest ksenofobem i wiedziałby Pan to, gdyby wykroczył poza artykuł w Wyborczej i rzeczywiście siegnął do książki. I gdyby miał Pan w sobie trochę więcej zwyczajnej, ludzkiej życzliwości.
 
Wierzę, że potrafi Pan to zrobić i zrozumieć, że użycie w utworze artystycznym słowa „Ukry” nie świadczy o nienawiści do Ukraińców. Wierzę, choć muszę przyznać, że ten felieton sprawił, że musiałem sprawdzić, czy Tygodnik Powszechny nie zatrudnił Stanisława Janeckiego z „Sieci”, który pisze pod pseudonimem „Podsiadło”, tyle w tym felietonie żółci. 
 
Niech Pan mi tego nie robi, proszę. Nie musi się Pan ze mną zgadzać, ale niech Pan nie poniża siebie i swojej wielkości takim pisaniem. 
 
PS. I niech Pan nie kłamie, że przemilczam frazę o „babach”, które na Powiślu nie mogą zasnąć – piszę o tej frazie otwarcie, a co piszę, może Panu wyjaśnić Pani Barbara Tukendorf, która taką młodą duchem babę zagrała w teledysku Michała.

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *